City ridin'
Poniedziałek, 10 sierpnia 2009
· Komentarze(0)
Kategoria L (50-100)
03:50 - Budzik. Pobudka, podnoszę się z łóżka ledwo co i stwierdzam, że nie dam rady wyjąć roweru z "pokoiku". Kładę się z powrotem do łóżka i nastawiam budzik na 06:00.
05:35 - Znów się budzę, tym razem z wielkim sukcesem. Szybciutko przebrałem ciuchy, zjadłem jogurcik wiśniowy, uzupełniłem litrowy zapas isostara i zszedłem na dół. Było okropnie zimno, ale myślałem, że jeśli będę się ruszał to będzie lepiej. Niestety, przejechałem 200 metrów i musiałem zawrócić do domu po bluzę.
06:00 - Ponownie zszedłem na dół, tym razem w bluzie i bez lampki, bo było już jasno. Byłem gotowy do jazdy, lecz niestety zapomniałem aparatu, o czym przekonałem się dopiero kilka kilometrów za domem. Nie wracałem po niego.
07:00 - Jestem na rynku w Katowicach, po przekroczeniu ronda na głównej ulicy wyjechałem w złą stronę, lecz ku mojemu zdziwieniu na chodniku malował się znaczek rowerzysty. Droga rowerowa! Z prawdziwego zdarzenia, w Katowicach. Mimo to skoczyłem do mojego pierwotnego punktu docelowego - Dworca Głównego w Katowicach, a potem wracając wjechałem z ciekawości w tę drogę rowerową. Wyjechałem na Zawodziu i poznałem drogę, którą jedzie się na giełdę do Mysłowic. Odbiłem w lewo i niebawem moim oczom ukazał się pewien szwedzki, niebiesko-żółty sklep. "O kurcze, daleko mnie wywiało," pomyślałem sobie.

07:30 - Po minięciu IKEI twardo jechałem dalej i w końcu wyjechałem w centrum, gdzie dalej prowadziły mnie wybrukowane, czerwone chodniki. Przejechałem obok jednego z accorowskiej sieci hotelu i wyjechałem przy rondzie.
09:00 - Jestem w domciu! ;)
16:00 - Dryń! Dryń! To kurier z moim nowym amortyzatorem!
21:17 - Wyjeżdżam na krótką przejażdżkę wokół osiedla. Amorek jest niesamowity, już nie muszę przejmować się dziurami, czy krawężnikami. A w nocy w lesie jest (buuuu!) strasznie! :D
05:35 - Znów się budzę, tym razem z wielkim sukcesem. Szybciutko przebrałem ciuchy, zjadłem jogurcik wiśniowy, uzupełniłem litrowy zapas isostara i zszedłem na dół. Było okropnie zimno, ale myślałem, że jeśli będę się ruszał to będzie lepiej. Niestety, przejechałem 200 metrów i musiałem zawrócić do domu po bluzę.
06:00 - Ponownie zszedłem na dół, tym razem w bluzie i bez lampki, bo było już jasno. Byłem gotowy do jazdy, lecz niestety zapomniałem aparatu, o czym przekonałem się dopiero kilka kilometrów za domem. Nie wracałem po niego.
07:00 - Jestem na rynku w Katowicach, po przekroczeniu ronda na głównej ulicy wyjechałem w złą stronę, lecz ku mojemu zdziwieniu na chodniku malował się znaczek rowerzysty. Droga rowerowa! Z prawdziwego zdarzenia, w Katowicach. Mimo to skoczyłem do mojego pierwotnego punktu docelowego - Dworca Głównego w Katowicach, a potem wracając wjechałem z ciekawości w tę drogę rowerową. Wyjechałem na Zawodziu i poznałem drogę, którą jedzie się na giełdę do Mysłowic. Odbiłem w lewo i niebawem moim oczom ukazał się pewien szwedzki, niebiesko-żółty sklep. "O kurcze, daleko mnie wywiało," pomyślałem sobie.

07:30 - Po minięciu IKEI twardo jechałem dalej i w końcu wyjechałem w centrum, gdzie dalej prowadziły mnie wybrukowane, czerwone chodniki. Przejechałem obok jednego z accorowskiej sieci hotelu i wyjechałem przy rondzie.
09:00 - Jestem w domciu! ;)
16:00 - Dryń! Dryń! To kurier z moim nowym amortyzatorem!
21:17 - Wyjeżdżam na krótką przejażdżkę wokół osiedla. Amorek jest niesamowity, już nie muszę przejmować się dziurami, czy krawężnikami. A w nocy w lesie jest (buuuu!) strasznie! :D



