Wpisy archiwalne w miesiącu

Sierpień, 2009

Dystans całkowity:774.90 km (w terenie 96.00 km; 12.39%)
Czas w ruchu:37:15
Średnia prędkość:20.80 km/h
Maksymalna prędkość:63.00 km/h
Liczba aktywności:19
Średnio na aktywność:40.78 km i 1h 57m
Więcej statystyk

Pierwsza jazda z Michasiem

Piątek, 14 sierpnia 2009 · Komentarze(1)
Kategoria L (50-100)
SS1: Miechowice - Piekary Śląskie

Ten odcinek pokonałem sam, bowiem zrobiłem go jeszcze przed obiadem. Z Miśkiem jestem umówiony na 16.00 czyli po obiedzie - nie wiem jeszcze gdzie pojedziemy. Co do tego pierwszego odcinka, jechałem do Piekar w celu zakupu opony. Szukając przez Google takiej samej jaką mam teraz natrafiłem na sklep MM Bikes znajdujący się właśnie w Piekarach. Wyszło mnie 10zł taniej niż miałbym płacić za przesyłkę z allegro.

Co do samego sklepu, to muszę przyznać, że pan był bardzo miły i uprzejmy (nie tak jak ten u Kwapisza) a sklep bardzo dobrze wyposażony (nie tak jak ten u Kwapisza), no i co ważne w miarę tani (nie tak jak u Kwapisza).

SS2: Miechowice - Helenka - Chechło -DSD


Spotkaliśmy się z Michałkiem około 16.20 pod jego domem. Bardzo uderzyła mnie jego opalenizna ale to nie o tym blog :PP Pojechaliśmy więc do lasu i udaliśmy się w stronę Helenki, a potem DSD. W między czasie Misiu opowiadał o tym, jak żyje się w Tunezji, o brudasach i ogólnie jak było na wakacjach. Gdy dojechaliśmy do stacji kolejowej przy DSD postanowiliśmy, że ciśniemy aż na Chechło. Co tam, raz się żyje.


Na Chechle nie było właściwie żywej duszy, więc chwilę odpoczęliśmy i zrobiliśmy rundkę wokół jeziorka. Pełne kółko ma około 6-7km. Droga z powrotem taka sama, z tym, że przejechaliśmy przez segiet, a nie przez Bobrowniki omijając masywny podjazd, pod który nie chciało się nam przejeżdżać.


Umówiliśmy się już na jutro, więc pewnie pojedziemy do chorzowskiego parku, albo w te strony.

Burn the Rain!

Czwartek, 13 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria L (50-100)
Uhh... Ostatnie dwa dni to był istny koszmar! Piekło na Ziemi. No ale cóż, wreszcie przestał padać deszcz i całe szczęście po obiadku mogłem wyruszyć na rower. Ogólnie cały dzień miałem ruchliwy, bo rano pojechałem z bratem na kosza (autem) i wróciłem (na nogach). No a po obiedzie skoczyłem na rowerek.


Początkowo chciałem jechać wypróbować swojego nowego amorka na trasie Miechowice-Chechło, lecz szybko przekonałem się, że jazda po lasach z moimi oponami i brakiem błotnika nie będzie najlepszym pomysłem. Cóż, może i byłoby fajnie, ale na pewno nie gdybym wrócił do domu ;)

Pojechałem więc do chorzowskiego parku, gdzie wykonałem sobie jedną 7-kilometrową rundę wokół parku osiągając niesamowitą prędkość 55km/h (sic!) :P Stamtąd udałem się jeszcze dalej w stronę Katowic, żeby nieco pośmigać po ichniejszych dróżkach rowerowych. Nie zajechałem jednak aż do IKEI.


W drodze powrotnej skończyła mi się woda i na wysokości Figlolandu w Chorzowie zatrzymałem się przy kiosku, żeby kupić wodę i może jakiegoś batonika. Kioskarz nawet ruszył swoje cztery litery ze stołka, lecz niestety okazało się, że zapomniałem swojego budżetu zabrać. Cóż, trzeba było zacisnąć pośladki i wracać do domu o suchym gardle. Ale dojechałem!

BURN THE RAIN!

City ridin'

Poniedziałek, 10 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria L (50-100)
03:50 - Budzik. Pobudka, podnoszę się z łóżka ledwo co i stwierdzam, że nie dam rady wyjąć roweru z "pokoiku". Kładę się z powrotem do łóżka i nastawiam budzik na 06:00.

05:35 - Znów się budzę, tym razem z wielkim sukcesem. Szybciutko przebrałem ciuchy, zjadłem jogurcik wiśniowy, uzupełniłem litrowy zapas isostara i zszedłem na dół. Było okropnie zimno, ale myślałem, że jeśli będę się ruszał to będzie lepiej. Niestety, przejechałem 200 metrów i musiałem zawrócić do domu po bluzę.

06:00 - Ponownie zszedłem na dół, tym razem w bluzie i bez lampki, bo było już jasno. Byłem gotowy do jazdy, lecz niestety zapomniałem aparatu, o czym przekonałem się dopiero kilka kilometrów za domem. Nie wracałem po niego.

07:00 - Jestem na rynku w Katowicach, po przekroczeniu ronda na głównej ulicy wyjechałem w złą stronę, lecz ku mojemu zdziwieniu na chodniku malował się znaczek rowerzysty. Droga rowerowa! Z prawdziwego zdarzenia, w Katowicach. Mimo to skoczyłem do mojego pierwotnego punktu docelowego - Dworca Głównego w Katowicach, a potem wracając wjechałem z ciekawości w tę drogę rowerową. Wyjechałem na Zawodziu i poznałem drogę, którą jedzie się na giełdę do Mysłowic. Odbiłem w lewo i niebawem moim oczom ukazał się pewien szwedzki, niebiesko-żółty sklep. "O kurcze, daleko mnie wywiało," pomyślałem sobie.


07:30 - Po minięciu IKEI twardo jechałem dalej i w końcu wyjechałem w centrum, gdzie dalej prowadziły mnie wybrukowane, czerwone chodniki. Przejechałem obok jednego z accorowskiej sieci hotelu i wyjechałem przy rondzie.

09:00 - Jestem w domciu! ;)

16:00 - Dryń! Dryń! To kurier z moim nowym amortyzatorem!

21:17 - Wyjeżdżam na krótką przejażdżkę wokół osiedla. Amorek jest niesamowity, już nie muszę przejmować się dziurami, czy krawężnikami. A w nocy w lesie jest (buuuu!) strasznie! :D

Magiczna moc Isostar'a.

Niedziela, 9 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria L (50-100)
SS1: Helenka i okolice (11km)


Dziś nocowali u nas znajomi z Krakowa i razem z rodzicami i bratem wybierali się na naszą leśniczówkową polanę około godziny 11.00. Ja tam siedzieć na tyłku nie lubię (no, chyba, że w Grecji!) więc wziąłem rower i jeździłem. Na początek pojechałem lasem na Helenkę, a w między czasie trafiłem jeszcze na jakieś masakryczne zadupie i musiałem się cofać pod masakryczną górkę. Ale było fajnie - wróciłem na polanę i odpocząłem kilka chwil - jazda w terenie jest o wiele bardziej męcząca.

SS2: Bytomska Plejada i Osiedle Młodego Górnika (15km)


Niezbyt ciekawa trasa, choć prowadząca przez Osiedle Młodego Górnika w Zabrzu, gdzie możemy natknąć się na w miarę ciekawy zalew obstawiony przez wędkarzy.

SS3: Chechło (34km)


Na temat tej trasy mógłbym pisać bardzo wiele. Ma zróżnicowany teren, zróżnicowaną nawierzchnię, fajne wzniesienia i fajne krajobrazy. Ogólnie jedzie się po niej bardzo fajnie i mimo zmęczenia, jakie występuje podczas jazdy pod górkę chce się jechać dalej. Nad samym Chechłem niestety nic ciekawego, jako że nie wiele widziałem mimo mojego wzrostu, ponieważ, hmm... zleciała się cała wiocha. :D W drodze powrotnej natknąłem się na mały wiejski (w porównaniu do naszego) odpust. ;) Trasa ta dała też trochę czadu moim rękom ze względu na ten amortyzator, jaki mam. Dlatego też nie mogę doczekać się dnia jutrzejszego, montażu i testowania nowego amorka.


Tytułem końca, chciałem jeszcze nawiązać to tematu tego wpisu, czyli magicznej siły isostara. Wczoraj zrobiłem bardzo podobną ilość kilometrów w bardziej sprzyjających warunkach pijąc wodę ze swojego bidonu. Dziś za to piłem isostara i, tak jak jest napisane na okładce, mój performance był 19% lepszy. Nie kłamię, to prawda!

Więcej zdjęć z dzisiejszej bardzo udanej wycieczki tutaj :)

Lecimy na kosza.

Sobota, 8 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria S (0-25)

Dziś około godziny 12.00 wybraliśmy się familią na kosza do bytomskiego parku. Tam spotkaliśmy jeszcze jednego facia, po czym przyłączył się do nas jeszcze jeden facio i graliśmy już 3 na 3. Po pewnym czasie jednak zmęczenie dopadło koszykarzy i równo o godzinie 13.00 wyruszyliśmy w stronę powrotną.

Żeby nie było tak różowo, muszę zamówić nową oponę, ponieważ aktualna mi się rozwarstwia. No nic, przeznaczę ją na zimę, a teraz kupie sobie tę samą "letnią".

PS. Byłem wieczorem w Katowicach z Michałem. Opis później, bądź jutro.

Treningowo przed Częstochowo!

Piątek, 7 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria S (0-25)


Więcej zdjęć tutaj

Po koncercie U2 cały dzień byłem nieco zmęczony, lecz w końcu gdy tata wrócił z pracy zebrałem się do kupy i wybraliśmy się nieopodal do Tarnowskich Gór. Wziąłem ze sobą aparat, bo chciałem wreszcie zrobić zdjęcie mojego rowerka.

Okazało się, że wziąłem aparat bardzo szczęśliwie, ponieważ na rynku w Tarnowskich Górach stało Lamborghini. Porobiłem zdjęcia, odpoczęliśmy trochę i ruszyliśmy dalej wracając jakgdyby od drugiej strony TG.

Na wysokości Wójcika (Restauracji pod Dębem, jak kto woli) poczułem, że coś jest z przodu nie tak i od razu wiedziałem o co chodzi. O, tak! To dętka wymieniana niecałe dwa tygodnie temu! Teraz nadaje się tylko do zaklejenia nią komuś dzióba. :)

Do domu doszedłem pieszo, nieco sfrustrowany i wyszedłem ze znajomymi na dwór, a potem na film. Nie pamiętam tytułu. ;)

Tennis again

Środa, 5 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria S (0-25)
Dziś na tennia jechałem sam, bowiem mój kompan Jakub zadecydował, że tego dnia wybierze transport miejski, czyli autobus 623. Czekałem na niego na przystanku przy Łużyckiej, lecz on z autobusu krzyknął, że wysiądzie na następnym. Tak więc sprężyłem się, przejechałem trasę autobusu i znów czekałem na kolejnym przystanku ;) Tym razem Jakub opuścił pokład niskopodłogowego 623 i udaliśmy się w stronę parku, gdzie mieszczą się korty tenisowe.

Kupuj przez internet, jest taniej!

Wtorek, 4 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria M (25-50)
Dziś po raz kolejny udaliśmy się z Kubą na wycieczkę, tym razem w pewnym konkretnym celu, mianowicie chciałem znaleźć amortyzator do swojego Scorpiona. Szukałem niedrogiego, czegoś klasy RST, lub Santour do 200zł, ale najważniejszym wymogiem była blokada skoku - jedyna rzecz, jakiej wymagałem od tego amorka.

W Chorzowie w Twomarku przy ul. Gałeczki facet chciał 590zł.

W Bytomiu na Rynku kobieta nie wiedziała co to jest amortyzator.

A na Bobrku (Bobrku, na Boga!) gość krzyknął 900zł.

PS. W ostateczności zamówiłem przez allegro za 160 Santuour'a XCM 2008 100mm z blokadą skoku. Taki jak chciałem.

Są wakacje, rusz tyłek kolegi!

Wtorek, 4 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria M (25-50)
Postanowiliśmy ostatnio wraz z kolegą Jakubem, że trzeba poprawić swoją kondycję podczas wakacji i dlatego zaczęliśmy ostro trenować swoje body. Nie żeby na siłowni, czy coś, jeździmy na rowerkach, czasem biegamy i gramy w tenisa. Korty w Bytomiu załatwia nam Łukasz, który jest członkiem klubu i zamiast 24zł/2h płacimy "totale nulo percento" ;)

Teraz niestety Łukasz jest na obozie, więc musimy zadowolić się rowerem i bieganiem. I czasem koszem.