Wpisy archiwalne w miesiącu

Marzec, 2010

Dystans całkowity:250.55 km (w terenie 69.60 km; 27.78%)
Czas w ruchu:14:00
Średnia prędkość:17.90 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:12
Średnio na aktywność:20.88 km i 1h 10m
Więcej statystyk

Ranne śmigankjo - DSD i okolice

Sobota, 6 marca 2010 · Komentarze(0)
Kategoria S (0-25)
Dziś rano obudziła mnie słoneczna i zachęcająca do jazdy na rowerze pogoda. Postanowiłem więc wybrać się na krótką przejażdżkę przed pobudką mojej Myszki - ponieważ w planach mieliśmy pójście też razem na rowerek :))

Wyjechałem więc spod domu o 9 (znów musiałem napompować opony) i udałem się w strone dolomitów przez wójcika i wąskotorówkę - śnieg w lesie okazał się bardzo zdradziecki i udawało się skubanemu ukrywać skutecznie przede mną dziury - nie dałem się jednak i dzielnie walczyłem :D

Na DSD postanowiłem przejechać się troszkę po segiecie i wrócić zamkniętą drogą przez Stolarzowice.

Ogółem bardzo fajnie się śmigało, ale pod koniec moje uda odmawiały już posłuszeństwa - kondycja zdecydowanie niedostateczna!

Nogi z waty czyli początek sezonu ;)

Wtorek, 2 marca 2010 · Komentarze(0)
Kategoria Do szkoły, S (0-25)
Tak więc znalazłem chwilkę na opisanie mojego pierwszego dnia na rowerze w tym roku, po dość długiej przerwie... ale jednak nie ma to jak rowerek!

Rano przed angielskim który zaczynał się o 9 napompowałem opony, nasmarowałem łańcuchy i sprawdziłem ogólnie, czy cały rower jest sprawny. Po angielskim wybrałem się na krótką przejażdżkę po miechowicach, po czym wróciłem do domu po plecak i wio do szkoły!

Moja Myszka w tym czasie zdawała egzaminy z fonetyki (nawiasem mówiąc, poszły jej znakomicie), więc rowerek był świetną alternatywą dla śmierdzących i zatłoczonych autobusów.

Dojechałem do szkoły, zziajany i wymęczony - ale zadowolony - i poszedłem do męskiego kibelka przystosowanego dla niepełnosprawnych żeby zmienić dresik na jeansy i generalnie troszkę się ogarnąć. Dwie godzinki w szkole i z powrotem do domu - tutaj też jechało się bardzo przyjemnie, acz postanowiłem w karbiu przejechać pod wiaduktem i nieco się zagnoiłem... Ale było fajnie!

Następny raz na rowerek idziemy już razem z Myszką ;*