Wyjechałem z domu około 6.40 i akurat w chwili, kiedy dojechałem pod lotnisko, zaczęło padać. Najpierw delikatnie, z czasem co raz mocniej. Przemokłem od stóp do głów, jednak mimo wszystko wróciłem do domu zadowolony :)
Dziś rano byłem na szczepionce (obowiązkowej dla dzieci :P) na tężec i po pewnym, bliżej nieokreślonym czasie, byłem już gotowy na rower. Prognozy przepowiadały deszcze, ulewy i wiatry, jednak rano świeciło słońce, a że wczoraj nie pokręciłem, to dziś bardzo chciałem pojeździć choć trochę.
Planowo miałem pojechać do Katowic przez Siemianowice i wrócić przez Zabrze-Biskupice, jednak wyszło ciut inaczej. Na wysokości w drodze powrotnej pojechałem przez Godule, Szombierki i centrum Bytomia i wróciłem (już chyba tradycyjnie) do domu piekarską obwodnicą.
Pod koniec zaczęło strasznie wiać i trochę się nażarłem piachu na Karbiu, ale było bardzo, bardzo fajnie. No i zaliczyłem 6 miast :) (Bytom, Piekary, Siemianowice Śląskie, Katowice, Chorzów, Rudę Śląską)
Planowo mieliśmy pojechać do Gliwic i wrócić przez Zabrze-Biskupice, jednak ze względu na to, że Michaił musiał wrócić do domu przed 18 woleliśmy nie ryzykować i pokręcić się gdzieś bliżej.
Pojechaliśmy więc przez dokładnie te same Biskupice, do Rudy Śląskiej, stamtąd przez Szombierki na Łagiewniki, a potem z centrum miasta powrót do Miechowic piekarską obwodnicą.
Wyjazd bardzo udany i czekam na następne ;D
PS. Dziś przed wyjazdem ochrzciłem swój rower. Trzeba to opić!
Wymieniłem dziś tylne koło, głównie chodziło mi o oponę w charakterze bardziej szosowym, z resztą dokładnie tą samą, którą miałem w starym rowerze :P
Umyłem z blota, jakie pozostało po wielkanocnej jeździe i wyruszyłem, samemu nie wiedząc dokąd się udać. Pojechałem więc na Helenkę przez Rokitnicę, jednak na wysokości zjazdu na Zabrze pojawił się jakiś korek, roboty drogowe i światła, co skłoniło mnie do skręcenia właśnie w lewo na Zabrze.
Ulicą Piotra Drzymały (chyba? :P) dojechałem do ul. Bytomskiej no i stamtąd już dojechałem na Szombierki (swoją drogą świetna trasa, chwilami zapominałem, że w ogóle może mnie minąć jakiś samochód), potem do centrum i z powrotem do domku, klasyczną drogą.
Na szombierkach spotkałem jeszcze kumpla z klasy (tzn. on mnie nie widział) i niemal przejechałem go na pasach dla pieszych :D
Dzisiaj nic nie zapowiadało tak dobrej pogody, a cały dzień było pochmurnie. Oczywiście wyszedłem na rower bez okularów przeciwsłonecznych i zaczęło walić po oczach z wszystkich kierunków świata - przywykłem.
Byłem dzisiaj w centrum, pojechałem przez Szombierki, a powrót klasycznie. Potem pojechałem jeszcze na Helenkę i wróciłem do domu przez Stolarzowice.
Trasa krótka, bo i czas nagli. Jutro muszę poprawić niemiecki!
Do centrum Bytomia przez Piekary Śląskie, trochę pokręciłem i do domku. Wczorajszy KULT, ale także Buldog i Strachy na Lachy - dali radę! Dzisiaj Czesław i Myslo!
Odebrałem dzisiaj zegarek od zegarmistrza i jestem z niego na prawdę zadowolony :P
Jeśli zaś chodzi o rower to zrobiłem dziś ciut mniej kilometrów niż wczoraj, ale jeszcze trochę potrwa zanim wrócę do dobrej formy, po pierwszych 700 metrach już dziś myślałem, że odpadnie mi tyłek :)
Mam nadzieję, że się nie rozpada i wyjazd na KULT będzie jak najbardziej udany. Do jutra!