Dzisiaj podczas gdy Myszka trenowała na siłowni, ja zabrałem się za rowerek: trochę go przeczyściłem, naprawiłem pedały i zmieniłem wreszcie koło wraz z dętką - po raz pierwszy, przyznaje się - całkowicie sam.
Wszystko było zrobione i co prawda już się ściemniło, ale skołowałem lampkę na przód i pojechałem na chwilę na rowerek.
Chciałem iść już wczoraj na rower, lecz mama nie pozwoliła mi wyciągać mojej maszyny tłumacząc to moim złym stanem zdrowia - było 15 stopni, słoneczko, prawie zero wiatru, ale co tam. No nic - przy najmniej trochę ogarnąłem w pokoju i ponudziłem się w domku.
Dziś rano jednak udało mi się choć na chwilę wyrwać i pojechałem co centrum miasta przez Szombierki, okrążając rynek i z powrotem do domciu. Nie wiedzieć czemu, ale jakoś ciężko mi się dzisiaj jechało do przodu - może z powodu tylnego koła, które wciąż jest w rozsypce.
No nic, idę teraz na śniadanko trochę się najeść, bo głodny jestem :D Wesołych!
Jednak nie mogę zwlekać z wpisami, bo już nawet następnego dnia średnio pamiętam, co chciałem napisać na temat wyjazdu...
Dziś wyjechaliśmy spod unsere osiedla około 17.00 i udaliśmy się w stronę centrum unsere cudownego miasta. Po drodze obyło się w sumie bez żadnych przygód - pogoda dopisywała, lekko powiewał wiaterek i ogólnie aura była bardzo przyjemna. Po drodze dla zwycięzców czekał batonik i soczek z Biedry - dwa zestawy i wszystko za 3.96 :D
Dojechaliśmy do kantoru około 17.30-35, chwilkę posiedzieliśmy i zebraliśmy się do kupy aby wyruszyć w drugą stronę, żeby nie złapał nas pan Zachód, który lubi bywać dzikim :D Cali i zdrowi przybyliśmy na unser osiedle :)
Dziękuję Myszko za kolejne cudowne kilometry i chwile spędzone razem - są dla mnie bezcenne :*
Dziś rano obudziłem się i bolało mnie wszystko - począwszy od ud, przez pośladki, plecy, brzuch i łeb. Ponadto musiałem wziąć się za czytanie Makbeta...
Ale słoneczko zachęcało jednak do choć małej przejażdżki, mimo ogromnej chlapy błota i mokrego śniegu jakie czekało na mnie za oknem. Wyjechałem około 10 rano na rowerze od taty, bo mój został w kantorze. Pojechałem na statoila napompować tylną oponę i wsio - za kerfa, mostkiem nad staw znajdujący się na osiedlu Młodego Górnika w Zabrzu i stamtąd przez kopalnię w miechowicach do domu.
Tak uwalonego polaru jak dziś nie miałem jeszcze nigdy - plecy były dosłownie całe z błota, a rower wygląda niczym z reklamy VW Transportera - dobrze, że tata jeszcze go nie widział :D
PS. Wczoraj sucho, dzisiaj śnieg - w końcu to marzec!