Dziś rano obudziła mnie słoneczna i zachęcająca do jazdy na rowerze pogoda. Postanowiłem więc wybrać się na krótką przejażdżkę przed pobudką mojej Myszki - ponieważ w planach mieliśmy pójście też razem na rowerek :))
Wyjechałem więc spod domu o 9 (znów musiałem napompować opony) i udałem się w strone dolomitów przez wójcika i wąskotorówkę - śnieg w lesie okazał się bardzo zdradziecki i udawało się skubanemu ukrywać skutecznie przede mną dziury - nie dałem się jednak i dzielnie walczyłem :D
Na DSD postanowiłem przejechać się troszkę po segiecie i wrócić zamkniętą drogą przez Stolarzowice.
Ogółem bardzo fajnie się śmigało, ale pod koniec moje uda odmawiały już posłuszeństwa - kondycja zdecydowanie niedostateczna!
Dziś rano byłem sam na rowerku z małą nadzieją, że potem pojedziemy z moją ukochaną Myszką razem gdzieś do centrum, albo cuś i udało się - zaraz po moim powrocie do domu telefonik, Myszka się obudziła i umówiliśmy się, że za pół godziny jedziemy na rowerek.
Cel: Bytom, centrum, ul. Przechodnia bodajże - miejsce pracy mamy Myszki :D
Wyjechaliśmy bardzo sprawnie, wyglądaliśmy ślicznie, bo mielismy takie same sweterki ;) Zatrzymaliśmy się po drodze jeszcze na STATOILu żeby napompować oponki i pojechaliśmy dalej. Pogoda nie rozpieszczała tak jak rano - słoneczko chowało się za chmurami a w okolicach karbia rozpadał się mocny śnieg, który przez resztę drogi walił nam po oczach. Temperatura - za niska na "sunbathing"
Efektem niesprzyjającej aury było zostawienie rowerków w kantorze i powrót z przemiłym panem taksówkarzem. ;)
Mimo tej niesprzyjającej pogody było superos, już nie mogę doczekać się kolejnego wpisu w tej kategorii ;***
Tak więc znalazłem chwilkę na opisanie mojego pierwszego dnia na rowerze w tym roku, po dość długiej przerwie... ale jednak nie ma to jak rowerek!
Rano przed angielskim który zaczynał się o 9 napompowałem opony, nasmarowałem łańcuchy i sprawdziłem ogólnie, czy cały rower jest sprawny. Po angielskim wybrałem się na krótką przejażdżkę po miechowicach, po czym wróciłem do domu po plecak i wio do szkoły!
Moja Myszka w tym czasie zdawała egzaminy z fonetyki (nawiasem mówiąc, poszły jej znakomicie), więc rowerek był świetną alternatywą dla śmierdzących i zatłoczonych autobusów.
Dojechałem do szkoły, zziajany i wymęczony - ale zadowolony - i poszedłem do męskiego kibelka przystosowanego dla niepełnosprawnych żeby zmienić dresik na jeansy i generalnie troszkę się ogarnąć. Dwie godzinki w szkole i z powrotem do domu - tutaj też jechało się bardzo przyjemnie, acz postanowiłem w karbiu przejechać pod wiaduktem i nieco się zagnoiłem... Ale było fajnie!
Następny raz na rowerek idziemy już razem z Myszką ;*
Od września nie bardzo była motywacja do jazdy: szkoła, zła pogoda, nauka, szkoła, zła pogoda, szkoła... Czekałem tylko na spadnięcie śniegu, który wreszcie dałby mi jakiś bodziec do napompowania opon i ruszenia w drogę. Tak też się stało i 19 grudnia mogłem po raz pierwszy od dłuższego czasu wyjść na rowerek :)
Trasę na początek nie chciałem wybierać za ambitnie, a i czas mnie gonił, bo obudziłem się o jakąś godzinę za późno: pojechałem więc na DSD, do Suchej Góry, aby sprawdzić warunki snowboardowe i ilość ludzi.
Napompowałem sobie niewiele powietrza, bo pamiętam z Top Geara, że jeśli mam mniejsze ciśnienie, to opona przylega do nawierzchni większą powierzchnią, przez co generuje lepszą przyczepność i rzeczywiście, w lesie na grubym puchu to się sprawdzało, lecz na utwardzonej drodze jechało się dość ciężko.
Mimo to pierwsza zimowa jazda tego roku bardzo udana i mam nadzieję, że uda się w tym roku jeszcze parę kilometrów zrobić w zimie :)
Dziś po raz pierwszy wybrałem się do szkoły na rowerze, lecz jeszcze najpierw zahaczyłem o kenediego. Potem już normalną trasą, wzdłuż głównej, dojechałem aż na plac Sikorskiego.
Opis wkrótce, teraz idę na mecz Polska - Bułgaria ;)
Pożyczyłem dziś od Miśka jego kolarzówkę, napompowałem koła i od razu się zakochałem w kolarzówkach. Jeździ się na prawdę superowo, można bardziej cisnąć, a przy tym wydaje się, jakbym jechał prawie w Vuelta Espana ;D
Mam nadzieję, że niebawem uda mi się kupić również swoją kolarzówkę. ;)