Dziś czekałem cierpliwie na kuriera, który miał przywieźć moją koszulkę rowerową z napisem Red Bike. Koszulka przyszła, lecz jeszcze nie potrafię się przyzwyczaić do rowerowego stylu - myślę, że to przyjdzie z czasem.
A dziś jakoś nie miałem za bardzo kiedy jeździć, więc wyszedłem tylko na chwilę 'przetestować' koszulkę i karnąć się po lesie - żeby już całkowicie nie stracić formy.
Wczoraj wyszedłem na kosza i spotkałem Kamila N. Trochę pogadaliśmy i umówiliśmy się na dziś na rower. Traktowałem ten wyjazd typowo rekreacyjnie, nie założyłem nawet kasku - po prostu musiałem nieco odpocząć po ostatnich wojażach, a do tego jeszcze było jakoś strasznie duszno...
Do rzeczy... Wracaliśmy z miechowickiego lasu, jechaliśmy po kamieniach, wertepach i dziurach. Wyjechaliśmy na osiedle i jadąc po zwykłym trawniku.. stało się! :D Akcja miesiąca, myślałem, że padnę na miejscu. Kamil przebił dwie dętki naraz! Myślę, że powinien za to Oskara dostać ;PP
Dziś około godziny 12.00 wybraliśmy się familią na kosza do bytomskiego parku. Tam spotkaliśmy jeszcze jednego facia, po czym przyłączył się do nas jeszcze jeden facio i graliśmy już 3 na 3. Po pewnym czasie jednak zmęczenie dopadło koszykarzy i równo o godzinie 13.00 wyruszyliśmy w stronę powrotną.
Żeby nie było tak różowo, muszę zamówić nową oponę, ponieważ aktualna mi się rozwarstwia. No nic, przeznaczę ją na zimę, a teraz kupie sobie tę samą "letnią".
PS. Byłem wieczorem w Katowicach z Michałem. Opis później, bądź jutro.
Po koncercie U2 cały dzień byłem nieco zmęczony, lecz w końcu gdy tata wrócił z pracy zebrałem się do kupy i wybraliśmy się nieopodal do Tarnowskich Gór. Wziąłem ze sobą aparat, bo chciałem wreszcie zrobić zdjęcie mojego rowerka.
Okazało się, że wziąłem aparat bardzo szczęśliwie, ponieważ na rynku w Tarnowskich Górach stało Lamborghini. Porobiłem zdjęcia, odpoczęliśmy trochę i ruszyliśmy dalej wracając jakgdyby od drugiej strony TG.
Na wysokości Wójcika (Restauracji pod Dębem, jak kto woli) poczułem, że coś jest z przodu nie tak i od razu wiedziałem o co chodzi. O, tak! To dętka wymieniana niecałe dwa tygodnie temu! Teraz nadaje się tylko do zaklejenia nią komuś dzióba. :)
Do domu doszedłem pieszo, nieco sfrustrowany i wyszedłem ze znajomymi na dwór, a potem na film. Nie pamiętam tytułu. ;)
Dziś na tennia jechałem sam, bowiem mój kompan Jakub zadecydował, że tego dnia wybierze transport miejski, czyli autobus 623. Czekałem na niego na przystanku przy Łużyckiej, lecz on z autobusu krzyknął, że wysiądzie na następnym. Tak więc sprężyłem się, przejechałem trasę autobusu i znów czekałem na kolejnym przystanku ;) Tym razem Jakub opuścił pokład niskopodłogowego 623 i udaliśmy się w stronę parku, gdzie mieszczą się korty tenisowe.