Dziś rano udaliśmy się wraz z Kamilem na dni otwarte do I Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Smolenia mieszczącego się przy ul. Strzelców Bytomskich. W domu byliśmy już dość wcześnie, lecz mimo to nie skorzystaliśmy z tego i jakoś nie udało się nam wyjść na dłuższą wycieczkę.
Dopiero około godziny 17.00 wybraliśmy się na dwór z Michałem i Kamilem, jadąc w stronę bytomskiego M1 przez centro. To zajęło nam chwilkę, lecz dziś bez żadnych ciekawych przygód - nawet zdjęć nie mam. Wróciliśmy do domu już nie przez centrum, a trasą wiodącą przez Dolomity i nasz bytomski segiet - o którym tak dużo było dziś mówione w Smoleniu.
Dziś naszym celem było otrzymanie jakiekolwiek szczegółowej informacji na temat zawodów odbywających się w bytomskich "Dolomitach" 17 maja. Udaliśmy się więc do wyżej wymienionego miejsca, które oddalone jest mniej więcej o długość kilku dość długich samochodów osobowych. Po chwili, która trwała mniej więcej jak przeczytanie tego fragmentu tekstu dojechaliśmy na DSD. Tam pierwszą informacją, którą się nam udało uzyskać była cena wpisowa: 20zł + 50zł kaucji - za co kaucja?
Szczerze powiedziawszy nie wiem, lecz podejrzewam, iż ma ona przestrzegać cię przed przejeżdżaniem niewinnych zwierzątek. Następną, jakże cenną informacją uzyskaną od pewnej pani w bliżej nie określonym wieku, było to, że informacja (czyli okienko, w którym można uzyskać dalsze informacje) jest zamknięta już od godziny 16.00 i w celu uzyskania dalszych informacji należałoby przyjechać przed godziną tą właśnie. Dom wariatów.
Pojechaliśmy więc w stronę segietu i tam też wykonaliśmy kilka fotencji i kierowaliśmy się w stronę Miechowic. Po wyjeździe na kawałek asfaltu poczułem dziwne wibracje w kole i okazało się, że przyczepił się do mnie gwóźdź. Po krótkiej analizie i próbie udanej tak jak nowe Subaru Impreza znaleźliśmy okoliczny bar, w którym pewien facet grzebał w ogrodzie. Poprosiliśmy go więc o kleszcze, które po chwili udało mu się wygrzebać. Całe to zajście można obejrzeć pod linkiem podanym u góry.
Miałem jechać z Miśkiem na - jak to określił - długą wyprawę, więc dzwonię i pytam, czy pasuje mu o 17. Niestety nie dał dziś rady, więc udałem się do najbliższego sklepu rowerowego w celu zakupu licznika. Wydałem 50zł na Sigmę BC506. Wróciłem do dom i zacząłem instalować licznik na moim rowerze. Całość trwała 50 minut, ale opłacało się. Licznik wydaje się być bardzo solidny i niezniszczalny. Duży wyświetlacz i zamontowanie w taki sposób, że nie powinno być problemów z kabelkiem.
Do tych wszystkich napraw dołożyłem małą regulację przerzutek i smarowanie łańcucha, tak coby ino roz się wybrudzić! Po nasmarowaniu i tych wszystkich dokręcaniach jeździ się płynniej, przez co nieco szybciej. Jeszcze kilka zmian w zawieszeniu, dorzucimy KERS i będę gonił Kubicę ;)
Wyszedłem z domu i zrobiłem 2-km rundkę wokół osiedla, okazało się jednak, że jest za zimno, więc wróciłem na chwilkę do góry i wrzuciłem na siebie bluzę. I heja, lecimy na Bytom - czasu mało, a i na deszcz się zbierało. Dojechałem do centrum, trochę się pokręciłem w okolicach rynku i wróciłem do Miechowic tradycyjnie już Strzelców Bytomskich, a potem Dąbrową Miejską. Ogólnie było zimno i wietrznie - ale co tam, miałem też nowy bidon i uchwyt na zeń. Mam nadzieję, że jutro uda zrobić się jakiś większy wyjazd.
PS. Dostałem dziś pierwszą w życiu szóstkę z historii!!