Dziś rano miałem wyjechać około godziny 6.00 - ale o tejże dopiero się przebudziłem ze snu głębokiego. Zjadłem szybko małe śniadanko w postaci płatków kukurydzianych firmy Nestle, ubrałem szpodenki - na dworze było 0 stopni, więc trzeba było się dobrze odziać.
Niestety - letnie rękawiczki nie okazały się najlepszym pomysłem i po zrobieniu jakiś 4km wróciłem do domu po zimowe z logo Polonii Bytom - przy takim obrocie spraw, mój cel czyli Tarnowskie Góry i powrót przez okoliczne wiochy wydawał się mało prawdopodobny. Pojechałem więc do centrum Bytomia i tam miałem podjąć kolejne decyzje co do trasy.
Skręciłem na Olimpijską i dojechałem aż do Witosa, skąd udałem się w kierunku Piekar - z ul. Bytomskiej w tym cudownym mieście zjechałem na lewo i wróciłem przez Strzelców Bytomskich do naszego lasu. Niestety nie udało mi się wyjechać z niego bez szwanku, ponieważ przebiłem tylną dętkę - żenua! Dopiero co wczoraj wymieniałem przednią, a tu znowu... :|
No nic, mam nadzieję, że dziś po południu z Myszką uda się lepiej spędzić czas na rowerku ;)
Co prawda miałem dodać opis tej wycieczki do Katowic, lecz minęło już dość sporo czasu od kiedy mogłem w ogóle ponownie zacząć myśleć o rowerze i generalnie to średnio chce mi się opisywać tą wyprawę.
W dwóch słowach? Niesamowicie ciężko!
PS. Pozdrowienia dla pana Jacka Heroka, którego spotkałem przy ul. Dworcowej w Bytomiu :))
Opis wstawię rano, jak będę coś widział na oczyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy...
Na Masę zabrałem ze sobą czterech towarzyszy: Michała (Misiek93), Przemka, Kajtka i jego brata. Na imprezie łącznie zagościło 98 rowerzystów, w tym prezydent Bytomia: pan Koj.
Trasa była bardzo ciekawa i prowadziła uliczkami, na których nigdy jeszcze nie byłem. Często gęsto drogi były bardzo poniszczone - może to celowy zabieg organizatora? ;))
Mam nadzieję, że frekwencja i świetna zabawa dopisze również w przyszły przedostatni piątek miesiąca, jak zawsze o 18.00 :)
Dziś, czyli w sobotę postanowiliśmy z tatą wybrać się na małą wycieczkę, mimo niesprzyjającej aury, jaka nas otaczała wszem i wobec. Było zimno i strasznie wiało - oczywiście po ryju.