Wczorajsza wycieczka do Częstochowy zainspirowała mnie niejako do wyszukiwania i poznawania nowych tras i miejsc, tak więc spojrzałem dokąd dojadę drogą numer 78, na którą kiedyś natknąłem się jadąc na Górniki. Okazało się, że droga ta doprowadzi mnie najpierw do Gliwic, potem do Rybnika i Wodzisławia i na końcu do Czech. Dziś wybrałem ten pierwszy cel i wybrałem się do Gliwic.
Droga okazała się niezbyt ruchliwa i w miarę przyjemna. Tylko kilka podjazdów :P W międzyczasie pokazał się skręt w lewo na ścieżkę rowerową, która rzekomo miała doprowadzić mnie do centrum miasta i tak było w rzeczywistości, choć większą część tej ścieżki stanowił po prostu chodnik.
Dojechałem aż na dworzec w Gliwicach i zawróciłem. Wróciłem przez Helenkę, żeby choć troszkę pooddychać świeżym powietrzem. :)
PS. Około 16.30 wypad do Tymka po książki do szkoły ;)
Umówiłem się dzisiaj na 12.00 z Miśkiem, lecz ostatecznie spotkaliśmy się dopiero o 12.40, bowiem najpierw zmieniałem z tatą oponę w moim rowerze, a potem zakładaliśmy bagażnik na samochód w celach jutrzejszej wycieczki.
Nie bardzo wiedzieliśmy gdzie pojechać z Michałem, więc obraliśmy trasę jak wczoraj na Helenkę, z tym że zamiast w prawo odbiliśmy w lewo i w sumie zrobiliśmy dość duże kółko wokół miechowickiego lasu. Potem udaliśmy się w stronę Strzelców Bytomskich z przerwą na hamburgera w McDonaldzie.
Ze Strzelców odbiliśmy skrótem w lewo, lecz nieco pomyliłem drogi i znów zrobiliśmy kółko w lesie, po czym dotarliśmy zdrowo do Miechowic. Niebawem chyba wybierzemy sie do chorzowskiego parku.
Postanowiliśmy ostatnio wraz z kolegą Jakubem, że trzeba poprawić swoją kondycję podczas wakacji i dlatego zaczęliśmy ostro trenować swoje body. Nie żeby na siłowni, czy coś, jeździmy na rowerkach, czasem biegamy i gramy w tenisa. Korty w Bytomiu załatwia nam Łukasz, który jest członkiem klubu i zamiast 24zł/2h płacimy "totale nulo percento" ;)
Teraz niestety Łukasz jest na obozie, więc musimy zadowolić się rowerem i bieganiem. I czasem koszem.
Dziś po raz kolejny udaliśmy się z Kubą na wycieczkę, tym razem w pewnym konkretnym celu, mianowicie chciałem znaleźć amortyzator do swojego Scorpiona. Szukałem niedrogiego, czegoś klasy RST, lub Santour do 200zł, ale najważniejszym wymogiem była blokada skoku - jedyna rzecz, jakiej wymagałem od tego amorka.
W Chorzowie w Twomarku przy ul. Gałeczki facet chciał 590zł.
W Bytomiu na Rynku kobieta nie wiedziała co to jest amortyzator.
A na Bobrku (Bobrku, na Boga!) gość krzyknął 900zł.
PS. W ostateczności zamówiłem przez allegro za 160 Santuour'a XCM 2008 100mm z blokadą skoku. Taki jak chciałem.
Jako że wpisuję tę wycieczkę dopiero dziś (tj. 14 sierpnia) zaczerpnę opis tejże wycieczki z blogu Kamila, który był na tej wycieczce razem ze mną.
Wyszedłem z Igorem na rower dosyć wcześnie dzisiaj, około 8. Wszystko po to by uniknąć anomalii pogodowych. To się opłaciło. Udaliśmy się w stronę Piekar Śląskich i zdobyliśmy Kopiec Wyzwolenia. Podjazd na niego jest bardzo długi i stromy, mało kto daje radę wjechać. Potem udaliśmy się do szkół sprawdzić czy się dostaliśmy. Sukces! Dostaliśmy się tam gdzie chcieliśmy. Następnie obraliśmy kierunek na dom i należyty odpoczynek przy stole bilardowym.