Przez ostatnie dni zapewne martwiliście się cóż to się ze mną dzieje, że nic nie piszę, ani nie jeżdżę. Do Waszych mózgów za pewne dochodziły różne najdziwniejsze przypuszczenia i obawy, lecz mogę Was uspokoić: nic mi nie jest! Powodem mojej dłuższej nieobecności były bowiem zupełnie niegroźne egzaminy gimnazjalne. Równie dobrze mógłbym napisać, że byłem w cyrku. Takich problemów z utrzymaniem w tajemnicy pytań i odpowiedzi CKE nie miało chyba od czasów wynalezienia papieru, więc nie obyło się bez wielu dodatkowych i nikomu nie potrzebnych awantur, aresztowań, zgrzytaniu zębów i płaczu. Co do samych egzaminów - wydaje mi się, że napisałem je dobrze i jestem zadowolony. Bo i jak tu źle napisać mając odpowiedzi dzień wcześniej?
Wracając jednak do wycieczki. Ta była dziś bardzo przyjemna - razem z Michałem wyjechaliśmy spod mojego bloku około godziny 10.15 po napompowaniu przedniego koła w moim rowerze. Pojechaliśmy więc w stronę Chorzowa z zamiarem dojechania do Silesii. Zmieniliśmy jednak nasz cel odbijając do chorzowskiego parku, w którym (na prawdę!) mamy dość dużo przyjemnych tras rowerowych. Pokręciliśmy się po parku i wracamy. Po drodze zatrzymaliśmy się w sklepie w celu uzupełnienia naszych baków (czyt. bidonów).
Na wysokości ulicy Warszawskiej spotkaliśmy niejakiego Kamila, który wracał na rowerze z załatwiania, jak to powiedział: "spraw służbowych". Zacząłem się zastanawiać, czy dostał wezwanie od Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia w Toruniu, choć myślę, że tam na rowerze by nie zajechał. Ale, kto wie?
Dzięki dla Michała za fajną wycieczkę i niezłą dawkę humoru!
Wow! Po świetnych kwalifikacjach do GP Chin, w których mój faworyt zdobył Pole Position udałem się z tatą na małą rozluźniającą wycieczkę. Po napompowaniu kół w jego rowerze udaliśmy się do Karbia, po drodze do McDonalda na lody i z powrotem przez miechowicki las do domciu.
Po małej przerwie na obiadek - który swoją drogą był wyśmienity - udaliśmy się z Kamilem na przejażdżkę. Dziś on planował trasę, więc ruszyliśmy najpierw w stronę jego domu, jako że chciał się upewnić, czy na pewno zamknął drzwi. Później, gdy drzwi były już szczelnie zamknięte, pojechaliśmy w stronę centrum, lecz na wysokości McDonalda w Karbiu odbiliśmy w prawo i toczyliśmy się w stronę Stroszka. Po drodze przejechaliśmy przez bardzo przyjemny odcinek, na którym to udało mi się osiągnąć tą chyba najwyższą w tym roku prędkość.
Powłóczyliśmy się trochę po Stroszku i muszę przyznać, że nie ma lepszej zabawy jak wjeżdżanie pod górkę z prędkością 35km\h trzymając się przyczepy traktora jadącego przed nami. Swoją drogą - ten traktor był chyba starszy od jego kierowcy, którym najprawdopodobniej był orzech włoski. Wróciliśmy na Strzelców Bytomskich i koło jednego ze skrzyżowań zobaczyliśmy uwiecznionych na zdjęciu wariatów, zjeżdżających z dość stromych zjazdów właściwie w centrum miasta. Dobrze, że są jeszcze tacy ludzie na świecie ;)
PS. Jest godzina 20.44 i ochłonąłem po ostatniej gorącej wiadomości. Mianowicie: mój ulubiony kierowca F1 - Sebastian Vettel, odpowiedział na zadane mu przeze mnie pytania. Musiał wybrać pięć najlepszych i wybrał w tym moje! Amazing, simply amazing...
Oto link na potwierdzenie moich słów: http://www.redbullracing.com/Season/2009/China/News/Seb-Answers-Your-Questions/
Dziś pierwszą część wycieczki odbyłem wraz z Michałem, który zakupił sobie świetne okulary - jutro też sobie kupię i taki będzie właśnie cel mojej jutrzejszej wycieczki. Po godzinie jazdy Michał wracał do domu, a ja spotkałem Tymka, który ugościł mnie do czasu pojawienia się Kamila. Z Kamilem śmignęliśmy obwodnicą i z powrotem przez Dąbrowę Miejską do domciu.
Niestety zawiodłem się po raz kolejny na moim liczniku, więc tym razem definitywnie go wyrzucam i kupuję jakiś nowy, porządny. Polecacie coś? :)