Wczoraj umówiliśmy się z Jakubem i dwoma Michałami na rower, na Chechło. Dzień wolny od matur trzeba było spędzić z jakimś pożytkiem :)
Wyjechaliśmy po małym spóźnieniu około 9.40 z miechowic i na spokojnie zaczęliśmy pokonywać kolejne kilometry trasy. Pogoda dopisywała znakomicie, nie mogliśmy też narzekać na brak widoków.
Kondycja mimo ogromnej przerwy nie była aż tak zła, jak się spodziewałem. Co prawda pod koniec nogi odmawiały już posłuszeństwa a tyłek mam cały czerwony, jednak daliśmy radę.
Wszystkie te wysiłki wynagrodził nam czas spędzony nad jeziorem - zero ludzi, cisza, spokój, piękna pogoda, tylko woda była cholernie zimna :)
Planowo mieliśmy pojechać do Gliwic i wrócić przez Zabrze-Biskupice, jednak ze względu na to, że Michaił musiał wrócić do domu przed 18 woleliśmy nie ryzykować i pokręcić się gdzieś bliżej.
Pojechaliśmy więc przez dokładnie te same Biskupice, do Rudy Śląskiej, stamtąd przez Szombierki na Łagiewniki, a potem z centrum miasta powrót do Miechowic piekarską obwodnicą.
Wyjazd bardzo udany i czekam na następne ;D
PS. Dziś przed wyjazdem ochrzciłem swój rower. Trzeba to opić!
Wymieniłem dziś tylne koło, głównie chodziło mi o oponę w charakterze bardziej szosowym, z resztą dokładnie tą samą, którą miałem w starym rowerze :P
Umyłem z blota, jakie pozostało po wielkanocnej jeździe i wyruszyłem, samemu nie wiedząc dokąd się udać. Pojechałem więc na Helenkę przez Rokitnicę, jednak na wysokości zjazdu na Zabrze pojawił się jakiś korek, roboty drogowe i światła, co skłoniło mnie do skręcenia właśnie w lewo na Zabrze.
Ulicą Piotra Drzymały (chyba? :P) dojechałem do ul. Bytomskiej no i stamtąd już dojechałem na Szombierki (swoją drogą świetna trasa, chwilami zapominałem, że w ogóle może mnie minąć jakiś samochód), potem do centrum i z powrotem do domku, klasyczną drogą.
Na szombierkach spotkałem jeszcze kumpla z klasy (tzn. on mnie nie widział) i niemal przejechałem go na pasach dla pieszych :D
Dzisiaj nic nie zapowiadało tak dobrej pogody, a cały dzień było pochmurnie. Oczywiście wyszedłem na rower bez okularów przeciwsłonecznych i zaczęło walić po oczach z wszystkich kierunków świata - przywykłem.
Byłem dzisiaj w centrum, pojechałem przez Szombierki, a powrót klasycznie. Potem pojechałem jeszcze na Helenkę i wróciłem do domu przez Stolarzowice.
Trasa krótka, bo i czas nagli. Jutro muszę poprawić niemiecki!
Do centrum Bytomia przez Piekary Śląskie, trochę pokręciłem i do domku. Wczorajszy KULT, ale także Buldog i Strachy na Lachy - dali radę! Dzisiaj Czesław i Myslo!
Cóż, troszku wstyd się przyznać, ale przez ostatnie miesiące bardzo zaniedbałem sobie regularne jeżdżenie na rowerze i dziś słoneczko, gorąc i mniejszy lub większy luzik w szkole skusił mnie do zreperowania licznika, podregulowania hamulców i wyruszenia w trasę :)
Ogólnie chciałbym zrobić tyle kilometrów w tym roku, ile udało się zrobić w 2009, mam jednak nadzieję, że nie będzie to jedynie słomiany zapał i zrobię wszystko co w mojej mocy, aby regularność jazdy utrzymać na poziomie jak najwyższym.
Jutro juwenalia a.d. 2011 i KULT na Muchowcu, ale - oby! - udało się jutro choć na chwilkę wsiąść na siodełko i nieco popedałować :)