Tak więc znalazłem chwilkę na opisanie mojego pierwszego dnia na rowerze w tym roku, po dość długiej przerwie... ale jednak nie ma to jak rowerek!
Rano przed angielskim który zaczynał się o 9 napompowałem opony, nasmarowałem łańcuchy i sprawdziłem ogólnie, czy cały rower jest sprawny. Po angielskim wybrałem się na krótką przejażdżkę po miechowicach, po czym wróciłem do domu po plecak i wio do szkoły!
Moja Myszka w tym czasie zdawała egzaminy z fonetyki (nawiasem mówiąc, poszły jej znakomicie), więc rowerek był świetną alternatywą dla śmierdzących i zatłoczonych autobusów.
Dojechałem do szkoły, zziajany i wymęczony - ale zadowolony - i poszedłem do męskiego kibelka przystosowanego dla niepełnosprawnych żeby zmienić dresik na jeansy i generalnie troszkę się ogarnąć. Dwie godzinki w szkole i z powrotem do domu - tutaj też jechało się bardzo przyjemnie, acz postanowiłem w karbiu przejechać pod wiaduktem i nieco się zagnoiłem... Ale było fajnie!
Następny raz na rowerek idziemy już razem z Myszką ;*
Dziś po raz pierwszy wybrałem się do szkoły na rowerze, lecz jeszcze najpierw zahaczyłem o kenediego. Potem już normalną trasą, wzdłuż głównej, dojechałem aż na plac Sikorskiego.