Wczoraj umówiliśmy się z Jakubem i dwoma Michałami na rower, na Chechło. Dzień wolny od matur trzeba było spędzić z jakimś pożytkiem :)
Wyjechaliśmy po małym spóźnieniu około 9.40 z miechowic i na spokojnie zaczęliśmy pokonywać kolejne kilometry trasy. Pogoda dopisywała znakomicie, nie mogliśmy też narzekać na brak widoków.
Kondycja mimo ogromnej przerwy nie była aż tak zła, jak się spodziewałem. Co prawda pod koniec nogi odmawiały już posłuszeństwa a tyłek mam cały czerwony, jednak daliśmy radę.
Wszystkie te wysiłki wynagrodził nam czas spędzony nad jeziorem - zero ludzi, cisza, spokój, piękna pogoda, tylko woda była cholernie zimna :)
Ostatnia 'poważniejsza' matura zaliczona i czas odkurzyć rower. Pojechałem na myjnię, żeby umyć moje cacuszko po zimie, jednak na miejscu rozczarowałem się: na zabrzańskiej stacji samoobsługowej minuta mycia kosztowała 2zł, nie jak w Bytomiu - złotówkę. No nic, opłukałem rower i wróciłem do domu.
Wyjechałem z domu około 6.40 i akurat w chwili, kiedy dojechałem pod lotnisko, zaczęło padać. Najpierw delikatnie, z czasem co raz mocniej. Przemokłem od stóp do głów, jednak mimo wszystko wróciłem do domu zadowolony :)
Dziś rano byłem na szczepionce (obowiązkowej dla dzieci :P) na tężec i po pewnym, bliżej nieokreślonym czasie, byłem już gotowy na rower. Prognozy przepowiadały deszcze, ulewy i wiatry, jednak rano świeciło słońce, a że wczoraj nie pokręciłem, to dziś bardzo chciałem pojeździć choć trochę.
Planowo miałem pojechać do Katowic przez Siemianowice i wrócić przez Zabrze-Biskupice, jednak wyszło ciut inaczej. Na wysokości w drodze powrotnej pojechałem przez Godule, Szombierki i centrum Bytomia i wróciłem (już chyba tradycyjnie) do domu piekarską obwodnicą.
Pod koniec zaczęło strasznie wiać i trochę się nażarłem piachu na Karbiu, ale było bardzo, bardzo fajnie. No i zaliczyłem 6 miast :) (Bytom, Piekary, Siemianowice Śląskie, Katowice, Chorzów, Rudę Śląską)
Planowo mieliśmy pojechać do Gliwic i wrócić przez Zabrze-Biskupice, jednak ze względu na to, że Michaił musiał wrócić do domu przed 18 woleliśmy nie ryzykować i pokręcić się gdzieś bliżej.
Pojechaliśmy więc przez dokładnie te same Biskupice, do Rudy Śląskiej, stamtąd przez Szombierki na Łagiewniki, a potem z centrum miasta powrót do Miechowic piekarską obwodnicą.
Wyjazd bardzo udany i czekam na następne ;D
PS. Dziś przed wyjazdem ochrzciłem swój rower. Trzeba to opić!
Wymieniłem dziś tylne koło, głównie chodziło mi o oponę w charakterze bardziej szosowym, z resztą dokładnie tą samą, którą miałem w starym rowerze :P
Umyłem z blota, jakie pozostało po wielkanocnej jeździe i wyruszyłem, samemu nie wiedząc dokąd się udać. Pojechałem więc na Helenkę przez Rokitnicę, jednak na wysokości zjazdu na Zabrze pojawił się jakiś korek, roboty drogowe i światła, co skłoniło mnie do skręcenia właśnie w lewo na Zabrze.
Ulicą Piotra Drzymały (chyba? :P) dojechałem do ul. Bytomskiej no i stamtąd już dojechałem na Szombierki (swoją drogą świetna trasa, chwilami zapominałem, że w ogóle może mnie minąć jakiś samochód), potem do centrum i z powrotem do domku, klasyczną drogą.
Na szombierkach spotkałem jeszcze kumpla z klasy (tzn. on mnie nie widział) i niemal przejechałem go na pasach dla pieszych :D
Dzisiaj nic nie zapowiadało tak dobrej pogody, a cały dzień było pochmurnie. Oczywiście wyszedłem na rower bez okularów przeciwsłonecznych i zaczęło walić po oczach z wszystkich kierunków świata - przywykłem.
Byłem dzisiaj w centrum, pojechałem przez Szombierki, a powrót klasycznie. Potem pojechałem jeszcze na Helenkę i wróciłem do domu przez Stolarzowice.
Trasa krótka, bo i czas nagli. Jutro muszę poprawić niemiecki!