Dzisiaj podczas gdy Myszka trenowała na siłowni, ja zabrałem się za rowerek: trochę go przeczyściłem, naprawiłem pedały i zmieniłem wreszcie koło wraz z dętką - po raz pierwszy, przyznaje się - całkowicie sam.
Wszystko było zrobione i co prawda już się ściemniło, ale skołowałem lampkę na przód i pojechałem na chwilę na rowerek.
Chciałem iść już wczoraj na rower, lecz mama nie pozwoliła mi wyciągać mojej maszyny tłumacząc to moim złym stanem zdrowia - było 15 stopni, słoneczko, prawie zero wiatru, ale co tam. No nic - przy najmniej trochę ogarnąłem w pokoju i ponudziłem się w domku.
Dziś rano jednak udało mi się choć na chwilę wyrwać i pojechałem co centrum miasta przez Szombierki, okrążając rynek i z powrotem do domciu. Nie wiedzieć czemu, ale jakoś ciężko mi się dzisiaj jechało do przodu - może z powodu tylnego koła, które wciąż jest w rozsypce.
No nic, idę teraz na śniadanko trochę się najeść, bo głodny jestem :D Wesołych!