Dziś rano obudziła mnie słoneczna i zachęcająca do jazdy na rowerze pogoda. Postanowiłem więc wybrać się na krótką przejażdżkę przed pobudką mojej Myszki - ponieważ w planach mieliśmy pójście też razem na rowerek :))
Wyjechałem więc spod domu o 9 (znów musiałem napompować opony) i udałem się w strone dolomitów przez wójcika i wąskotorówkę - śnieg w lesie okazał się bardzo zdradziecki i udawało się skubanemu ukrywać skutecznie przede mną dziury - nie dałem się jednak i dzielnie walczyłem :D
Na DSD postanowiłem przejechać się troszkę po segiecie i wrócić zamkniętą drogą przez Stolarzowice.
Ogółem bardzo fajnie się śmigało, ale pod koniec moje uda odmawiały już posłuszeństwa - kondycja zdecydowanie niedostateczna!
Tak więc znalazłem chwilkę na opisanie mojego pierwszego dnia na rowerze w tym roku, po dość długiej przerwie... ale jednak nie ma to jak rowerek!
Rano przed angielskim który zaczynał się o 9 napompowałem opony, nasmarowałem łańcuchy i sprawdziłem ogólnie, czy cały rower jest sprawny. Po angielskim wybrałem się na krótką przejażdżkę po miechowicach, po czym wróciłem do domu po plecak i wio do szkoły!
Moja Myszka w tym czasie zdawała egzaminy z fonetyki (nawiasem mówiąc, poszły jej znakomicie), więc rowerek był świetną alternatywą dla śmierdzących i zatłoczonych autobusów.
Dojechałem do szkoły, zziajany i wymęczony - ale zadowolony - i poszedłem do męskiego kibelka przystosowanego dla niepełnosprawnych żeby zmienić dresik na jeansy i generalnie troszkę się ogarnąć. Dwie godzinki w szkole i z powrotem do domu - tutaj też jechało się bardzo przyjemnie, acz postanowiłem w karbiu przejechać pod wiaduktem i nieco się zagnoiłem... Ale było fajnie!
Następny raz na rowerek idziemy już razem z Myszką ;*
Od września nie bardzo była motywacja do jazdy: szkoła, zła pogoda, nauka, szkoła, zła pogoda, szkoła... Czekałem tylko na spadnięcie śniegu, który wreszcie dałby mi jakiś bodziec do napompowania opon i ruszenia w drogę. Tak też się stało i 19 grudnia mogłem po raz pierwszy od dłuższego czasu wyjść na rowerek :)
Trasę na początek nie chciałem wybierać za ambitnie, a i czas mnie gonił, bo obudziłem się o jakąś godzinę za późno: pojechałem więc na DSD, do Suchej Góry, aby sprawdzić warunki snowboardowe i ilość ludzi.
Napompowałem sobie niewiele powietrza, bo pamiętam z Top Geara, że jeśli mam mniejsze ciśnienie, to opona przylega do nawierzchni większą powierzchnią, przez co generuje lepszą przyczepność i rzeczywiście, w lesie na grubym puchu to się sprawdzało, lecz na utwardzonej drodze jechało się dość ciężko.
Mimo to pierwsza zimowa jazda tego roku bardzo udana i mam nadzieję, że uda się w tym roku jeszcze parę kilometrów zrobić w zimie :)
Wybraliśmy się dziś z Miśkiem na rower i na początku planowaliśmy pojechać do Gliwic, lecz na skrzyżowaniu dwóch większych dróg skręciliśmy w prawo na drogę do Opola i jechaliśmy do Pyskowic.
Droga była baaardzo przyjemna, a ruch na prawdę znikomy. Najczęściej mijały nas traktory i inne skuterki. Z Pyskowic odbiliśmy na Tworóg, a stamtąd jechaliśmy zupełnie spontanicznie przy każdym skrzyżowaniu pytając o drogę na Tarnowskie Góry.
Szczerze powiedziawszy były momenty, w których bałem się, że gdzieś zabłądzimy, ale udało się zrobić ładną pętelkę i wrócić bezpiecznie do domu.
Opis wstawię rano, jak będę coś widział na oczyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy...
Na Masę zabrałem ze sobą czterech towarzyszy: Michała (Misiek93), Przemka, Kajtka i jego brata. Na imprezie łącznie zagościło 98 rowerzystów, w tym prezydent Bytomia: pan Koj.
Trasa była bardzo ciekawa i prowadziła uliczkami, na których nigdy jeszcze nie byłem. Często gęsto drogi były bardzo poniszczone - może to celowy zabieg organizatora? ;))
Mam nadzieję, że frekwencja i świetna zabawa dopisze również w przyszły przedostatni piątek miesiąca, jak zawsze o 18.00 :)
Dziś po raz pierwszy wybrałem się do szkoły na rowerze, lecz jeszcze najpierw zahaczyłem o kenediego. Potem już normalną trasą, wzdłuż głównej, dojechałem aż na plac Sikorskiego.
Opis wkrótce, teraz idę na mecz Polska - Bułgaria ;)
Pożyczyłem dziś od Miśka jego kolarzówkę, napompowałem koła i od razu się zakochałem w kolarzówkach. Jeździ się na prawdę superowo, można bardziej cisnąć, a przy tym wydaje się, jakbym jechał prawie w Vuelta Espana ;D
Mam nadzieję, że niebawem uda mi się kupić również swoją kolarzówkę. ;)