Dziś, czyli w sobotę postanowiliśmy z tatą wybrać się na małą wycieczkę, mimo niesprzyjającej aury, jaka nas otaczała wszem i wobec. Było zimno i strasznie wiało - oczywiście po ryju.
Miałem dziś rano ochotę na zrobienie jakieś dłuższej trasy i poznanie nowych terenów - ile można jeździć po tych samych wiochach? Wydrukowałem więc sobie trasę z Google prowadzącą przez Czeladź, Będzin, Dąbrowę Górniczą, Sosnowiec i do domciu. Niestety nie wziąłem ze sobą mapy, i...
...jechałem na czuja, więc nie chciałem jechać aż do Dąbrowy G. więc odbiłem na Sosnowiec już w Będziniu, a potem kluczyłem nieco po mieście wreszcie trafiając do Katowic, gdzie powoli zaczynam czuć się jak w domu, bowiem już drugi raz byłem na rowerze na samym krańcu Katowic. Mają tam nawet ciekawe trasy rowerowe, choć wiele z nich jest w trakcie remontu.
Dziś czekałem cierpliwie na kuriera, który miał przywieźć moją koszulkę rowerową z napisem Red Bike. Koszulka przyszła, lecz jeszcze nie potrafię się przyzwyczaić do rowerowego stylu - myślę, że to przyjdzie z czasem.
A dziś jakoś nie miałem za bardzo kiedy jeździć, więc wyszedłem tylko na chwilę 'przetestować' koszulkę i karnąć się po lesie - żeby już całkowicie nie stracić formy.
Wczoraj wyszedłem na kosza i spotkałem Kamila N. Trochę pogadaliśmy i umówiliśmy się na dziś na rower. Traktowałem ten wyjazd typowo rekreacyjnie, nie założyłem nawet kasku - po prostu musiałem nieco odpocząć po ostatnich wojażach, a do tego jeszcze było jakoś strasznie duszno...
Do rzeczy... Wracaliśmy z miechowickiego lasu, jechaliśmy po kamieniach, wertepach i dziurach. Wyjechaliśmy na osiedle i jadąc po zwykłym trawniku.. stało się! :D Akcja miesiąca, myślałem, że padnę na miejscu. Kamil przebił dwie dętki naraz! Myślę, że powinien za to Oskara dostać ;PP